Zaznacz stronę

Legia Warszawa zdobyła tytuł Mistrza Polski trzy sezony z rzędu. Za każdym razem robiła to w innym stylu, a jedna liczba opisująca sezon 2016/17 pozwala uzmysłowić, jak niezwykłym zawodnikiem był Vadis Odidja Ofoe. Jednak przy całej niezwykłości, nie był on nie do zastąpienia.

Zacznijmy od sezonu 2015/16. Patrząc na intensywność odbioru (mierzoną PPDA – passes per defensive action, czyli liczbą podań, jakie rywal wymienia zanim drużyna podejmie próbę odbioru), widać rękę Stanisława Czerczesowa: PPDA na poziomie 5,4 to nie tylko najlepszy wynik w tamtym sezonie, ale także poziom, do którego nikt się nie zbliżył w kolejnych dwóch. Co więcej, również w najlepszych ligach Europy ten poziom jest rzadko spotykany – osiągnął go Bayern Monachum w 2015/16. Ostremu pressingowi towarzyszył przeciętny wskaźnik PPDA w ataku (mierzące liczbę podań wymienianych w ataku zanim rywal podejmie próbę odbioru). Co więcej, Legia była wówczas szósta w lidze pod względem liczby podań. Z tych liczb wynika stosunkowa prostota gry ofensywnej.

Sezon później wszystko się zmieniło. Obie miary PPDA rosną – miara defensywna lokuje Legię w środku ligowej stawki, zaś miara ofensywna to ligowa czołówka. W sezonie 2017/18 Legia notuje bardzo podobne poziomy obu miar PPDA, ale tym, co czyni sezon 2016/17 wyjątkowym jest liczba celnych podań w strefie w bezpośredniej bliskości bramki rywala (deep completition). Dla Legii liczby te dla kolejnych sezonów wyglądają następująco: 370, 474, 342. Czterysta siedemdziesiąt cztery – niemal 13 na mecz. To jest poziom już w jakiejś mierze porównywalny z czołowymi zespołami najsilniejszych lig. Może nie jest to dominacja FC Barcelony czy Manchesteru City, ale są to okolice czołówki Bundesligi.

Co się stało w Legii w sezonie 2016/17? Odpowiedź jest prosta: Vadis Odidja-Ofoe, który zaliczył 105 udanych wprowadzeń piłki w strefę niebezpieczną dla rywala. Dla kontekstu, podobne liczby notowali tacy zawodnicy jak Neymar, Fabregas, czy Oezil. Absolutny top. Do tego doszła świetna forma Radovica, który zaliczył 85 deep completitions. Dla porównania, w innych sezonach najlepsi notowali 50-60 takich zagrań.

Skoro VOO po świetnym w jego wykonaniu sezonie 2016/17 zmieniał klub, pojawiło się pytanie, czy da się go zastąpić. Popatrzmy na liczby: Legia w niedawno zakończonym sezonie zdobyła 15 bramek mniej niż rok wcześniej, notując wyraźnie słabszy wynik goli oczekiwanych (ok. 18 mniej expected goals niż w 2016/17), jednocześnie grając podobnym stylem (mierzonym PPDA). Po latach pamiętany będzie tylko mistrzowski tytuł, ale liczby wskazują na dużo słabsze podstawy mistrzostwa.

Powstaje pytanie, czy VOO można było zastąpić? Przeskanowanie środkowoeuropejskich lig wskazuje potencjalnego następcę. To Guelor Kanga, który w sezonie 2016/17 w barwach Crveny Zvezdy Belgrad zanotował aż 111 udanych wprowadzeń piłki w niebezpieczną strefę. A ponieważ grał on nieco mniej niż gwiazda Legii, to w przeliczeniu na 90 rozegranych minut liczby Kangi są jeszcze bardziej imponujące. Gabończyk w nowym sezonie nieco zwolnił tempo, ale nie przeszkodziło mu to w zimowym transferze do Sparty Praga (jak donosi portal Transfermarkt za kwotę 1 mln euro wobec 2,5 mln euro, jakie Olympiakos zapłacił Legii za Odidja-Ofoę), w której z miejsca wywalczył miejsce w podstawowej jedenastce, rozgrywając maksymalną liczbę możliwych minut. Z Kangą na rozegraniu praski klub zanotował nieco lepszą rundę niż wyniki jesienią, wyraźnie poprawiając zdobycz bramkową. Trudno pisać historie alternatywne, ale liczby wskazują, że w finansowym zasięgu Legii mógł być zawodnik o podobnej charakterystyce do VOO, a jednocześnie dwa lata od niego młodszy.

Źródło danych: Wyscout, EkstraStats

~ Filip Dutkowski
fot. Marcin Łagowski